Czy martwisz się koronawirusem?

Poniższy artykuł jest luźnym tłumaczeniem publikacji Roberta Leahy’ego o tytule „Are You Worried About the Coronavirus? 7 steps to overcome your worry.” Oryginalny artykuł znajdziecie Państwo pod adresem: https://www.psychologytoday.com/us/blog/anxiety-files/202003/are-you-worried-about-the-coronavirus?fbclid=IwAR2911OZNtMgRvjFKJxaeko6SQwoCLjZ_deCOpK_Z8eNRvT8A9vkBEBSD2g


Oczywiście, że się martwisz. Niemal każdy jest zaniepokojony, a niektórzy zaczęli nawet unikać codziennych aktywności, które wydawały się całkowicie bezpieczne jeszcze parę tygodni temu.


Uważam, że powinniśmy podejść do kwestii koronawirusa bardzo poważnie i zrobić co w naszej mocy, by powstrzymać jego rozprzestrzenianie się. Dlatego stosujmy się do zaleceń dotyczących higieny (mycia rąk, dezynfekcji, utrzymywania dystansu) oraz ostrożności w przypadku podróży. Trudno jest uwierzyć, że cała ta sytuacja dzieje się wyłącznie w naszej wyobraźni. Pamiętajmy, że nie mówimy tu o „zwyczajnym przeziębieniu” i musimy zrobić co w naszej mocy, by zmniejszyć ryzyko.


Jednakże nawet jeśli trzymasz się wytycznych, nadal możesz czuć zaniepokojenie. W rzeczywistości część z nas odczuwa wszechogarniający strach. Niektórzy myślą, że w rzeczywistości są straceni, że nie ma dla nich ucieczki. Możesz w tej chwili zauważać, jak bombardują cię różne myśli związane z lękiem: „A co jeśli ktoś na mnie kichnie?”, „A co jeśli będę poddany kwarantannie?”, „A co jeśli umrę?”. Tego typu myśli mogą prześladować cię dniem i nocą, nie dając Ci spać lub nawet wyrywać cię ze snu w środku nocy.


Co powinieneś zrobić? Czy powinieneś w ogóle się nie martwić? Czy powinieneś myśleć pozytywnie?


Nie! Twoje zmartwienia są uprawnione, masz prawo czuć lęk i nie jesteś jedynym, który się tak czuje! Jednakże trzeba zadać sobie następujące pytania: jak często i z jakim natężeniem powinieneś dawać porwać się myślom? Jak myślisz, z jak realnym zagrożeniem się zmagasz? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz poniżej w kolejnych krokach radzenia sobie z lękiem.




1. Uprawomocnij swój lęk. To trudny czas dla milionów ludzi, którzy martwią się ryzykiem infekcji. Masz prawo czuć niepokój. Zauważ, że lęk jest typową ludzką reakcją i nie bądź dla siebie surowy za to, że się boisz. To naturalna reakcja na rzeczywiste zagrożenie z jakim się mierzymy. ALE wraz z prawem by czuć niepokój, mamy też obowiązek spojrzeć na to co nas otacza z szerszej perspektywy.


2. Dokonaj rozróżnienia pomiędzy produktywnym i nieproduktywnym martwieniem się. Produktywne martwienie się prowadzi do wprowadzenia myśli w czyn. To twoja lista „rzeczy do zrobienia”, która pomoże poradzić sobie z problemem. Dla przykładu produktywne jest mycie rąk, używanie środków odkażających, niewitanie się uściskiem dłoni, zasłanianie twarzy, jeśli kichamy lub kaszlemy – i jeśli jesteśmy w grupie wysokiego ryzyka – unikanie niepotrzebnych podróży i zatłoczonych miejsc. Te wszystkie działania mają sens. Nieproduktywne zamartwianie się powoduje, że zaczynamy wielokrotnie powtarzać negatywne myśli, zaczynające się od: „a co jeśli?”, na które tak naprawdę nie ma odpowiedzi. Nieproduktywne myślenie będzie powodowało, że w naszych głowach mogą pojawić się takie myśli: „A co jeśli ktoś na mnie kichnie?” lub „A co jeśli mam wirusa?”. Zauważmy, że nie istnieje żadna lista rzeczy do zrobienia, która mogłaby pomóc w tym przypadku. Jeśli mierzysz się z tego typu nieproduktywnym zamartwianiem się, to powinieneś przejść do następnego kroku – akceptacji.


3. Akceptuj niepewność i to czego nie możesz kontrolować. W samym rdzeniu zamartwiania się tkwi nietolerancja dla niepewności. Często utożsamiamy niepewność ze złym obrotem spraw – w tym przypadku nawet z tragicznym. Ale tak naprawdę niepewność nie ma żadnego wpływu na to, co się stanie! Pomyślmy o tym szerzej – już akceptujemy niepewność związaną z jedzeniem (czy będzie smaczne?), przechodzeniem przez ulicę (czy nie zostaniemy potrąceni), czy jazdę samochodem (czy nie będę mieć wypadku?). Nie jesteśmy w stanie kontrolować wszystkiego, co nie znaczy jednak, że to powoduje, że jesteśmy narażeni na większe ryzyko. Mamy tak naprawdę wpływ na zmniejszanie ryzyka zarażenia koronawirusem poprzez higienę, utrzymywanie dystansu czy unikania podróżowania w niebezpieczne rejony.


4. Przyjrzyj się prawdopodobieństwu a nie możliwości. Często, kiedy jesteśmy ogarnięci lękiem myślimy: „Ale przecież mógłbym być jednym z zarażonych”. Owszem, jest to możliwe. Jednak ważniejsze pytanie brzmi: „Jakie jest prawdopodobieństwo, że umrę zarażony koronawirusem?” Spójrzmy na aktualne statystyki. W Stanach Zjednoczonych jest rozpoznanych 647 przypadków i 25 przypadków śmiertelnych. Obecnie w Polsce (gdzie żyje 38 mln ludzi) zaraziło się 51 osób, a zmarła jedna.


5. Unikaj googlowania. Kiedy się o coś martwimy często przychodzi nam do głowy, by sprawdzić na Google najgorsze możliwe objawy. Więc jeśli martwimy się bólem głowy, jako możliwym objawie guza mózgu, to prawdopodobnie wpiszemy w wyszukiwarkę frazę „bóle głowy przy guzach mózgu”. Wpisując termin w języku angielskim znajdziemy aż 44,200,000 powiązań. Hmm… Brzmi kiepsko, prawda? Jednakże odnosząc się do pewnego źródła jakim jest WHO doszukamy się informacji, że prawie każdy człowiek na świecie czasem miewa bóle głowy. Nie utożsamiajmy prawdopodobieństwa z możliwością. Pamiętajmy, że korzystając z wyszukiwarek znacznie częściej natkniemy się na złe wiadomości. Raczej nie widujesz nagłówków gazety, które by mówiły „Nic się nie stało”, prawda? Ciężko jest sobie to wyobrazić. Więc moja rada – ogranicz googlowanie objawów.


6. Ustal czas na martwienie się. Codziennie widuję moich pacjentów na sesjach, które są wcześniej umawiane. To samo możemy zrobić ze zmartwieniami na temat wirusa. Przeznaczmy mu 15 minut dziennie, powiedzmy o 15:30. Przez resztę dnia i nocy zapisujmy martwiące nas myśli bez zastanawiania się nad nimi, odkładając je na czas naszego „spotkania”. Kiedy czas na zamartwianie się nadejdzie, najpierw zapytajmy samych siebie: „czy to jest zamartwianie się produktywne czy nieproduktywne?”, „czy jest coś, co mogę zrobić?”, „co się stanie, jeśli zaakceptuję niepewność” i najważniejsze „jakie jest prawdopodobieństwo tego, o co się martwię?”.


7. Ustal dzienne cele. Zamartwianie się zabiera nam zwykle mnóstwo czasu i energii, a niewiele daje w zamian. Zajmij się wypełnianiem tych celów, które są pozytywne jak na przykład: ćwiczenia, praca, realizacja cennych zadań. Kiedy przekierujesz swoją uwagę na te codzienne, pozytywne cele możesz zauważyć, że czasem umysł będzie uciekał do zmartwień. To naturalne. Zauważ ten fakt i zaakceptuj, a zmartwienia odłóż na czas spotkania – czyli na później. Jesteś obecnie zbyt skupiony na pozytywnych celach, by się rozpraszać zmartwieniami.

0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie